Inna historia Alice Brandon

Lepiej mi gdy czuję Twoją obecność. Czuję się lepiej będąc z Tobą, niż bez Ciebie..

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!

Siema, słuchajcie.
Przenoszę bloga.
Od dzisiaj można go znaleźć pod adresem :
http://zmierzchalicebrandon.blogspot.com/
Proszę abyście czytali go i komentowali z anonimów :D
Dziękuje ♥
Tagi: Informacja
16.03.2013 o godz. 16:50

Rozdział 4.
Gdy przyszłam ze szkoły mama już na mnie czekała w salonie.
- Kochanie, jedziemy na plaże, jedziesz z nimi? Być popilnowałaś Clare i Emme.
- Dobrze. Tylko lecę się przeprać.
Poszłam do swojego pokoju i zrobiłam co trzeba. Wzięłam torbę i wsadziłam do niej kilka ręczników i inne niezbędne rzeczy. W końcu po dwugodzinnej jeździe byliśmy na miejscu. Na parkingu stała już ciocia i wujek z małymi.
- Alice - ucieszyła się Emma i podbiegła do mnie.
- Cześć skarbie- wzięłam ją na ręce i uściskałam.
Miałam z nimi słaby kontakt dlatego że one mieszkały właśnie tu, niedaleko morza.
Moja mama wybrała miejsce. Razem z ciocią rozłożyły na tym miejscu dwa koce natomiast panowie wbijali w piasek parawan. Ja pomogłam moim kuzynką ściągnąć ubrania. Mają takie same stroje kąpielowe.
- No to może najpierw pójdziemy się przejść - zaproponowałam ściągając swoją sukienkę.
- Tak - krzyknęła Clara podając wiaderko z kilkoma muszelkami.
- Przyjdziemy niedługo- oznajmiłam.
Dziewczynki ,,latały" po plaży i przynosili mi muszle.
Odwróciłam się do tyłu. Naszych rodzin już nie było widać. Następnie spojrzałam na moje kruszynki. Rozmawiały z jakimś chłopakiem.
Zaraz, zaraz, to nie był tam jakiś zwykły chłopak tylko JASPER!
- No dziewczynki, nie wolno rozmawiać z obcymi - pouczyłam je podchodząc.
Jazz się na mnie spojrzał.
- Cześć,to twoje siostry?
- Nie, kuzynki - Jasperowi jakoś nigdy nie wspominałam o rodzinie, o tym że jestem jedynaczką.
- Jak się nazywacie? - zapytał małe.
- Emma- powiedziała starsza dziewczyna.
- Ma 2 i pół roku- dopowiedziałam- druga ma półtora.
- Clara- powiedziała moja druga kuzynka.
- Mogę pożyczyć waszą Alice?
Emma przytuliła się do mojej nogi.
- Spokojnie możecie iść też- wyciągnął ręce w stronę przylepka. Emma pobiegła do niego a on wziął ją na ręce. Muszę przyznać że w tym momencie zazdroszczę Enmie.
Na moim karku siedziała Clara.
- Jesteśmy tu z moją rodziną. Chcesz poznać?
- No nie wiem...
- Phe, po co ja się w ogóle pytam i tak już nie masz wyjścia. Idziesz ze mną albo porwę Emme- zagroził mi.
- Nie będę stawiała oporu- powiedziała przyszła porwana.
Zaśmialiśmy się.
Po jakimś czasie drogi zobaczyłam końcu zobaczyłam jego rodzin i jeszcze kilka nieznanych mi osób.
- Alice - krzyknęła Rosie biegnąc w moją stronę.
Chciała mnie wyściskać ale na moich barkach wciąż siedziała Clara.
- Część, cześć- powiedziałam.
- Wy też nad oceanem? Jaki zbieg okoliczności- pisnęła Bella.
-Dziewczyna Jaspera? - szepnęła cicho jedna z blondynek do właścicielki poprzedniego zdania.
Bella pokręciła głową ,,nie''.
- Pozwól że przedstawię Ci moją rodzinę. To jest moja ciocia Sasha, a to moje kuzynki- wskazał każdą rękę- Carmen, Irina, Kate i Tanya. A to Elezar i Garett- narzeczeni Carmen i Kate.
Było widać od razu że są razem.
- Witaj- powiedziała Kate i podeszła do mnie. Wyciągnęła rękę. Podałam jej swoją.
Wszystkie kobiety z tej rodziny były blondynkami. Mogłaby powiedzieć że Rosalie jest ich siostrą. Ale nie.. Carmen jest brunetką.
Jasper postawił Emme na pisku po czym pomógł mi ściągnąć Clare.
- Tam jest Vasilii- wskazał na osobę obok oceanu, która robiła domek z piasku. Miał około 3 lata.
Clara szybko tam pobiegła. Zauroczyła się w tym chłopaku.
Zachciało mi się strasznie śmiać.
- Przepraszam- powiedziałam z grzeczności i ruszyłam za małym kwiatuszkiem.
Usiadła obok chłopca. Wysypała ze swojego wiaderka wszystkie muszelki i zaczęła do niego sypać piasek.
- Vasiii to twoje nowe koleżanki : Clara i Emma- powiedział Jazz.
Dopiero teraz zobaczyłam że jest tu też.
- Możemy z tobą zrobić zamek ? - zapytała Emm.
- Tak - odpowiedział krótko Vasilii.
Pomogłam nasypać Clarze pięć całych wiaderek piaskiem i zrobiłam ładne babeczki.
Oddaliłam się o dwa metry bo zobaczyłam tam piękną muszlę. Gdy się po nia schyliłam nagle coś mnie ochlapało.
Nie ,,coś;; tylko ,,ktoś''
Byłam cała mokra! Ta woda była taka zimo.
- Jasper- syknęłam i zaczęłam go gonić.
Tej całej scenie przyglądał się cała rodzina.
Jazz wskoczył do oceanu. Rzuciłam się na nniego i razem się przewróciliśmy. Przykryła nas fala. Gdy się wynurzyliśmy byliśmy bardzo blisko siebie.
Za blisko.
Nasze usta nagle się spotykały. Nasz pocałunek stopniowo się pogłębiał. Nie przeszkadzały nam fale bijące nasz w plecy, ani to że jego rodzina się na nas patrzy.
Liczył się tylko on...
Po niecałej minucie oderwałam się od niego.
-Ooo- szepnęłam.
Wstał i pomógł mi wstać.
- Alice, chciałem ci to powiedzieć. Że zakochałem się w Tobie od pierwszego wejrzenia. Cały czas o Tobie myślałem. Lepiej mi gdy czuję Twoją obecność. Czuję się lepiej będąc z Tobą, niż bez Ciebie. Czyżbyś została moją dziewczyną?
Ojej, co ja mam mu powiedzieć !?
- To nie jest tak Jazz że nie chcę. Uwierz mi że ja też się w Tobie zakochałam. DOBRA NIE BĘDĘ CIĘ OSZUKIWAĆ!- powiem mu całą prawdę o tym że to właśnie moja matka nie pozwala mi się z nikim spotykać- Pragnę być z tobą, nawet nie wiesz jak bardzo. Ale moja mama ( :( ). Ona mnie by chyba zabiła gdyby okazało się że mam chłopaka.
- Stanę Tobie na obronę.
- Dziękuje Jazz. Puki co to może nie mówmy nic o naszym związku? Nie afiszujmy się tak jak Rose i Emm, okej ?
- Czyli zgodziłaś się !? TAK !!! - teraz to on tryskał radością.
- Powinnam już wracać z małymi. Dość daleko mamy.
- Odprowadzę Cię - zaoferował się.
- Nie, lepiej pójdę sama.
Wracając myślałam o naszym pocałunku.
Miałam nadzieje że Emma i Clara nic nie widziały, a jak widziały to że nic nie powiedzą.

Następnego dnia późnym wieczorem moja mama przyszła do mojego pokoju.
Postanowiłam to wykorzystać i porozmawiać na temat chłopaka.
- Mamo? Bo jest taka sprawa. - powiedziałam.
Zrozumiała że chodzi o rozmowy typu ,,matka z córką''.
Zamknęła drzwi i usiadła obok mnie na łóżku.
- Coś się stało? - zapytała.
- Nie, to znaczy tak - zrobiłam przerwę - chodzi o takiego jednego chłopaka ze szkoły.
Ulżyło jej. Pewnie myślała że powiem jej: ,, mamo, jestem w ciąży''
- Spytał się mnie czy chcę z nim chodzić - dokończyłam szybko. - Bardzo mi na nim zależy, mamo. On jest dopełnieniem mnie.
- Kochasz go ? - zapytała patrząc mi prosto w oczy.
- Tak, bardzo. Chcę z nim być.
- A czy mogę chociaż go poznać?
Zaczęłam skakać z radości
- Tak! Tak !
- To przyczołgasz mi go tutaj jutro, dobrze?
Pokiwałam głową.
Mama wyszła z pokoju gasząc świtało, a ja tylko zamknęłam oczy i odpłynęłam do krainy snów...

____________________________________________

No to mamy rozdział 4.
Dedykuje To mojej przyjaciółce z reala - Zosi.
Dzięki tobie powstał ten rozdział, dziękuje :*

Jutro postaram się dodać następny, ale nie wiem dokładnie bo jeszcze nie mam go ukończonego :D

Muszę opisać spotkanie Jaspera z mamą Alice. Pomysłu nie mam ale się coś tam wymyśli. Do zobaczonka ^^^^
Tagi: Rozdział 4.
09.03.2013 o godz. 20:23

http://www.youtube.com/watch?v=9X43htWQ-Ig

http://www.youtube.com/watch?v=fj7MrUf4eCs

Nasz Harlem Shake <3
I jak podoba się ? ? ( Też tam jestem ale zakryłam swój ryj kominem :D )
Tagi: Harlem Shake
06.03.2013 o godz. 20:27

Rozdział 3.
Tak jak powiedziałam oderwałam się od poznanej rodziny. Dziewczyna którą poznałam nazywa się Laura. Jest bardzo fajna. Zaprzyjaźniłam się z nią od razu. Tak jak z Rosalie.
dzisiaj do szkoły miała przyjść Bella, ukochana Edwarda.
Już nie mogę się doczekać aż ją zobaczę. Gdy weszłam do klasy ich jeszcze nie było. Za to gdy Laura mnie zobaczyła od razu zaczęła mi machać. Podeszłam do niej i usiadłam na miejscu przeznaczonym dla mnie.
- I jak?- zapytała.
- No na razie okej. Dzisiaj mam spotkać Belle. Ciekawe czy mnie polubi.
- A jak tam z Jasperem?
- Przecież wiesz że przez weekend się z nim nie widziałam. Zaraz, zaraz, dzisiaj jest!?
- 9 wrzesień- odpowiedziała mi szybko Laura.
- O nie! Kurczę! Dzisiaj Rose bierze mnie do siebie do domu. Ale się boję! A jak im się nie spodobam!?
- Edward idzie- szepnęła bardzo cicho.
- Co!? - niedosłyszałam.
Nie musiała nic więcej mówić. Po mojej prawej stronie stał Edward z jakąś dziewczyną. Była zwykła. Brązowe włosy. Błotne oczy.
Wstałam,wyciągnęłam rękę w jej kierunku.
-Alice- przedstawiłam się.
- Bella.
-Edward mi dużo o tobie mówił.
- A ty nawet nie wiesz ile Rosalie mi o tobie mówiła. Czuję się jakby byliśmy już starymi znajomymi.
- Też mam takie wrażenie.
W drzwiach ukazał się nauczyciel.
- To jak ? Lunch? - zapytał Edward.
- Okej - powiedziałam wyciągając książkę.
Lekcją w ogóle nie byłam zainteresowana. Nie mogłam się doczekać aż spotkam Jaspera. Przez cały pierwszy tydzień dogadywałam się z nim niesamowicie. Mamy tyle wspólnych tematów.
Hym, z Emmettem? Też nie jest najgorzej. Już nawet poszłam z nim na zakład o dychę.
Muszę namówić Bellę aby ubrała miniówkę do szkoły.
Emmett uznał że jeżeli tak świetnie znam się na modzie jak Rosie to szybciej namówimy Bells do zmienny ubrań.
Jedno wiem na pewno . Chłopaki nienawidzą zakupów. Muszę to wykorzystać i wziąć ich na te zakupy. No w końcu kto mi i Rose będzie nosić torby.
Z Edwardem?
Też nieźle. Jest dla mnie jak młodszy brat, którego nigdy nie miałam. Jest mi pomocny no i zawsze mogę mu się zwierzyć ale bym tego nie robiła po siedmiu dniach znajomości.
O Rosalie to chyba nie muszę wspominać.

Wiem jedno- że niestety się zakochałam w Jasperze. Jako jedyny facet w rodzinie nie ma dziewczyny. No pewno kiedyś miał ale nie wiem tego.
A teraz? Byle do Lunchu!

Wyszłam razem z Laurą z klasy i pokierowałam się do następnej klasy.
Bella i Edward- oh jak oni słodko razem wyglądają. Ona zawsze uśmiechnięta, on również. Oni idealnie do siebie pasują.
Również Emm i Rose są taką dziwną parą. Ona wyróżnia się urodą a on siłą.
Po szkole szybko wróciłam do domu. Na śmierć zapominałam powiedzieć mamie o tym że dzisiaj jadę do Rosalie. Plecak szmurgnełam gdzieś w kąt salonu i usiadłam na sofie naprzeciw mamy i zaczęłam moje błaganie:
- Cześć mamusiu - powiedziałam delikatnie.
- Co chcesz - spytała prosto z mostu.
- Bo taka jedna Rosalie z mojej szkoły chce abym do niej przyjechała. W zasadzie to ona po mnie przyjedzie, ymm - spojrzałam na zegarek- dokładnie za pół godziny. Więc?
- Nie- odpowiedziała krótko.
- Ale proszę cię mamo! Sama chciałaś abym się z kimś zaprzyjaźniła. No proszę, mam kogoś , a teraz zabraniasz mi jechać do jedynej znajomej? - skłamałam. To nie.była.moja jedyna znajoma była po prostu jedną z niewielu.
- A o której będziesz w domu?
- Zależy o której mnie jej rodzice wyrzucą z domu. ZARAZ ZARAZ zgodziłaś się mamo!?- zapytałam skacząc z radości.
- Tak, zgodziłam się ale.nie masz wrócić w nocy - zarządzała
- Oczywiście, oczywiście - wykrzyczałam biegnąc już po schodach z plecakiem w ręku.
Weszłam do pokoju i szybko ruszyłam do łazienki (zostawiając plecak przy biurko) aby się ,,ogarnąć".
Gdy wyszłam spojrzałam na zegarek.
No pięknie! Siedziałam w łazience 20 minut!
Mam jeszcze cz......
Dzwonek do drzwi.
O nie! Nie mam już czasu!
Wsadzając telefon do kieszeni zbiegłam na dół.
Rosalie rozmawiała z moją mamą w salonie.
- Już jesteś gotowa Al?
- Tak- odpowiedziałam jej ubierając szybko swoje trampki. - Pa mamo- krzyknęłam wychodząc na dwór.
Wgramoliłam się do BMW Rosi.
- Boisz się? - spytała ruszając.
- Troszeczkę. No dobra co ja cię oszukuję JAK DIABLI.
- Mam takie głupie pytanie. Mogę zadać?
- Ymmm, raczej tak.
- Co jest między tobą a Jasperem ?
- Nic a czemu pytasz?
- Jako jego bliźniaczka wiem o nim praktycznie wszystko. Także wiem kiedy jest zakochany .
- W szkole jest masa dziewczyn mógł zakochać się w jakieś z nich.
W głębi duszy błagałam aby to właśnie we mnie się zakochał.
- Szczerze mówiąc spodziewałam się tego.
- Czego!?
- Że będziesz mi wmawiać że się w nim zakochałaś.
- Oh, zaskomliłam i włączyłam bardzo głośno muzykę.
Po dziesięciu minutach stanęliśmy pod jej domem.
Nie! Willą. Tego domem nie było można nazwać.
No tak. Mówili mi że są bogaci.
Rosalie zaciągnęła mnie do wielkich szklanych drzwi wejściowych po czym otworzyła je i gestem ręki zaprosiła mnie do środka.
Weszliśmy do środka.
Tam wszyscy już na nas czekali.
- To są nasi rodzice- wskazała na dwójkę najstarszych- Esme i Carlisle.
-Miło Cię w końcu poznać- powiedziała ich matka- Nasza Rosi tyle o tobie poopowiadała nam.
Uśmiechałam się do blondynki, ona odwzajemniała go.
- Chcesz zobaczyć dom"? - zapytała nagle Bells.
Nie zdążyłam nic powiedzieć a dziewczyny ciągnęły mnie po schodach na piętro.
Odwiedziliśmy pierwszy pokój. Był ogromny. Cztery razy większy od mojego.
- Mój - powiedziała Bella
Weszłam dalej.
Jego ściany były koloru białego albo jasno szarego. Meble idealnie pasowały do otoczenia. 1/4 jednej z ścian zajmowały wielkie drzwi do szafy- garderoby. Po przeciwnej stronie zapewne były drzwi do łazienki.
Na samym środku pokoju stało łózko dwuosobowe. Do niego prowadziły schodki. Było wysokie. Nie chciałam by z niego w nocy spaść.
- Jesteś śliczny- oceniłam.
Następnie poszliśmy do sypialni Roslaie.
Jej pokój natomiast wydawał się inny. Również ogromny co poprzedni. Gdy wchodziło się do tego pokoju pierwsze co zwracało uwagę to wielkie okno.
Był z niego piękny widok.
Ściany były koloru kremowego lecz na każdej ścianie był innego odcieniu. Od bardzo jasnego po ciemny.
Łóżko usadowione w kącie świetnie pasowało kolorystycznie.
W centrum stał szklany stolik a obok niego dwa worki do siedzenia.
Tak jak pokój Belli miał ogromną szafę i łazienkę.
Na tym piętrze znajdowały się jeszcze pokoje gościnne.
Na następnym piętrze mieli pokoje chłopcy. Ich pokoje były zupełnie inne. Brakowało im garderoby za to mieli więcej szafek. Kolor ścian był ciemny przez co pomieszczenie wydawało się mniejsze.
Na końcu zwiedliśmy parter. Znajdował się na nim: Pokój rodziców, gabinet Carlisle'a, kuchnia i salon.
Salon był również śliczny.
Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to fortepian który stał na lekkim podwyższeniu takiej ala scenie.
- Zagrasz? spytałam Edwarda.
Zrobił niechętną minę.
- No proszęęęęęęęęęę- nalegałam.
W końcu wstał i zaczął grać piękną melodię.
Z Jasperem nawet nie zamieniłam słowa.
Kilka razy chciał do mnie zagadać ale wtedy Bella albo Rosalie zaczęły do mnie coś mówić albo zaciągały mnie do swoich pokoi aby mi coś pokazać albo na dwór.
Więc okazji nie było.
Wieczorem Rose odwiozła mnie do domu7. Szybko odrobiłam lekcje, wykąpałam się i usnęłam jak niemowlę.

____________________________________________________

Ten rozdział dedykuje mojej kochanej przyjaciółce internetowej ,,yousta''
Obiecałam Ci ♥♥♥♥♥♥

___________________________________________________

A jak ogółem podoba się ten rozdział ? ?
Za tydzień w sobotę dodam następny :D

Tagi: Rozdział 3.
03.03.2013 o godz. 19:31

Rozdział 2.

Następny dzień...
Dzisiaj znów miałam spotkać się z Rose.Trochę się boję. Jakoś bardzo mi zależy na jej opinii.
Gdy weszłam do szkoły natychmiast podeszły do mnie jakieś trzy dziewczyny.
-Alice- krzyknęła pierwsza abym się zatrzymała.
NO PIĘKNIE ! KAŻDY ZAN JUŻ MOJE IMIĘ!
- Nazywam się Sally, a to moje przyjaciółki: Louna i Nathalie
-Hej. No więc, co chcecie?- zapytałam znudzona
-Chcemy cię ostrzec- powiedziała Louna
-Przed ?
-Cullenami- odpowiedziała mi Nathalie
-A kto to jest?
-Znasz ich, wczoraj poznałaś.
Wczoraj?
Sally widząc że nic z tego nie rozumiem powiedziała:
- Roslaie, Emmett, Edward i Jasper. Są adoptowani dziećmi państwa Cullen. Rosalie i Jasper są bliźniakami. Przygarnęli ich jak mieli siedem lat. Edward był z nimi od samego początku. Emmett...chym... o nim nic nie wiem.
-A ponadto oni palą, piją i ćpają.
Nie uwierzyłam im.
Pamiętam jak Jazz wczoraj powiedział mi że ludzie często ich obgadują. Tylko po co to robią? Dlaczego? Nie od puszę ,,Cullenom'' dopóki mi nie powiedzą całej prawdy.
A tak się dobrze składa że dzisiaj się z nimi spotkać. Edward mi to zaproponował. Chociaż bałam się jak cholera postanowiłam nie być tchórzem .
Cały czas krok w krok chodziły za mną Sally, Nathalie i Louna. Oceniała że niektórzy omijali je wielkimi krokami.
Ci uczniowie ,,Z niższej półki'' KAŻDY chłopak się za nimi rozglądał. Denerwowało mnie to ponieważ wszystkie przerwy (Do lunchu)chodziły ze mną a ja nie lubię gdy ktoś się na mnie gapi. Starałam się od nich uciec ale mnie potem znajdowali.
I w końcu nadszedł czas ten czas- lunch. Wprawdzie nie jest to długo ale strasznie się nudziłam na tych lekcjach.
No i w końcu zobaczę Jaspera..
Jakie on ma cudne oczy...
O nie! Dziewczyno! Uspokój się ! Pomyślałam.
Tylko sobie nie wmawiaj że się w nim zakochałaś ! Jeszcze by tego brakowało.
Gdybym z nim gadała cały czas bym się na niego patrzyła, na jego cudowny uśmiech... CHOLERA ZNÓW TO ROBIĘ !
Będę sobie mówiła że on nawet by nie spojrzał na mnie.
Pozostaje tylko jedno... Nie rumienić się !
Wprawdzie nie jestem osobą która się wstydzi, należę bardziej do tych odważniejszych ale gdy widzę go...
Kiedyś miałam chłopaka ( jakieś dwa lata temu.Byłam wtedy w drugiej gimnazjum). Pamiętam jak uciekaliśmy przed naszymi rodzicami. Moja mama jest taka podła! Powiedziała że nie mogę mieć chłopaka do czasu, kiedy nie skończę 18 lat.
Czemu akurat ta liczba? Nie mam pojęcia.
Wracając do tematu chłopaka...
Chym... Na pewno w pamięci pozostanie mi scena pierwszego pocałunku. Oboje jeszcze nie wiedzieliśmy jak to zrobić. Mój były całując mnie obślinił mi policzek.
Fu! To było obleśne!
-Halo, Alice? - ze wspomnień wybudziła mnie Nathalie- idziemy na lunch!
Gdy weszliśmy do stołówki od razu mój wzrok powędrował w odnalezieniu grupki rodzeństwa.
Postanowiłam pierwszy krok. Chciałam zrobić drugi ale coś mi nie dało. To coś to tchórzostwo.
-Tędy- powiedziała Sally.
-Alice- usłyszałam głos za sobą.
TAK WYBAWIENIE!
Spojrzałam na Sally. Kręciła głową.
Ach, wisi mi t! Raz konia śmierć!
Odwróciłam się na pięcie i razem z Rosalie poszliśmy o ich stolika.
-Dzięki, dzięki, dzięki, dzięki, dzięki, dzięki, dzięki, dzięki, dzięki, dzięki, dzięki Rose .
-Oh, Sally będzie ci teraz uprzykrzać życie- rzucił Emmett gdy siadałam - już myślałem że nie przyjdziesz i zostaniesz z tą zołzą. Dobry pomysł z posłaniem po ciebie.
-Co ona wam zrobiła? Albo co wy jej? Opowiedzcie mi trochę o was. Gdy mówiła mi o was złe rzeczy to jakby się cieszy. Nie wiem jak to rozumieć- powiedziałam.
-Zazdrości nam i tyle! - odpowiedziała mi Edward.
-Czego? - zapytałam coraz bardziej zaciekawiona.
-To że jesteśmy bogaci- do rozmowy przyłączył się Jasper.
-Oh- nie spodziewałam się tego - Przepraszam. Przepraszam was za to że o to zapytałam. Nie stosowne pytanie.
-Oj tam - machnęła ręką Rose - lepiej opowiadaj.
Opowiedziałam im to wszystko czego dowiedziałam się od popularsów.
-Czyli nic o mnie nie wiesz? - zapytał Emcio.
Potwierdziłam jego słowa.
-W takim bądź razie- wstał i podszedł do mnie- Jestem Emmet McCarty: najsilniejszy, najładniejszy i najfajniejszy członek rodziny- podał mi rękę.
-I najgłupszy- dodał Jasper i natychmiast wstał i uciekł przed goniącym go Emmettem.
-Do szybkich też nie należny- szepnęłam.
Edward się naśmiał.
-A jak tam wasza chora siostra?
-No już powoli wraca do zdrowia- uśmiechnął się Edward.
-W poniedziałek wróci do szkoły- dopowiedziała Rosalie.
W tym czasie dobiegli do nas pozostali chłopcy. Byli strasznie zmachani.
Nagle z głośników w stołówce doszedł nas głos sekretarki:
- Rosalie Hale i Edward Masen proszeni są do dyrekcji .
Wstali bez słowa i ruszyli w kierunku wyjścia z jadalni.
-Rosie, zaczekaj- krzyknął Emmett i pobiegł w pogoń za nimi.
-Coś przeskrobali?
-Nie. Pewnie dyrektor znowu chce aby wzięli udział w jakimś konkursie muzycznym. Nie wiem czy wiesz ale oni grają na fortepianie jak profesjonaliści. Edward grał już jako dwuletni chłopczyk a Rosie zaczęła grać jak nas zaadoptowano.
Nie chciałam pytać go czemu był w sierocińcu. Pewnie by go to bolało jak by to opowiadał.
-Widzę że Rose cię lubi. To dobrze. Zdążyła już wczoraj powiedzieć o tobie pozostałym domownikom. A Bells już nie może doczekać aż się z tobą spotka.
-Ach, pozory mylą. Jeszcze góra tydzień i będzie omijać mnie na kilometr- zażartowałam.
-Oby nie, bardzo cię polubiłem także. Wiesz że moja bliźniczka nie lubi byle kogo? Jeżeli dzisiaj z tobą rozmawia to znaczy że zostaniecie przyjaciółkami.
-Też bardzo ci lubię. Przy tobie czuję się tak jakbym mogła ci wszystko powiedzieć choć znam cię dopiero ledwie 2 dni.
Ktoś klasnął w dłonie.
-No proszę ! Więc wolisz jego zamiast mnie! Proszę Cię! Ogarnij się dziewczyno! Gdybyś trzymała się ze mną każdy by Cię chciał!
-Idź sobie Sally- zażądał Jasper.
-A jak nie?
Jasper wstał i podszedł do Sally.
- Nie Jazz, daj spokój- powiedziałam łapiąc go za rękę.
I nareszcie pojawiła się jego rodzina.
Emmett od razu spojrzał na nasze ręce. Szybko oderwałam swoją dłoń od jego ręki.
-Nas jest pięcioro, ty jedna- powiedział Ed.
-Ahhhh!!! -krzyknęła Sally, popchała Rosalie na Emmetta i wyszła ze stołówki.
-Chciała się na ciebie rzucić- wyjaśnił mi szybko rudowłosy.
-Ona jest mega dziwna!
-Masz rację Alice- przyznała Rosalie - a tak w ogóle to jutro jedziesz do nas.
-Cooo? Ale jak !? Bo nie rozumie. Znamy się się od dwóch dni, nawet nie dni a ty już proponujesz mi to...
-Dobra za tydzień- sapnęła.
Zaprotestowałam .
Chciała coś jeszcze dodać ale przerwał jej dzwonek.
Co ja teraz mam za lekcję? A tak, hiszpański.
Razem z Edwardem ruszyliśmy do klasy.
-Rosie nie lubi jak ktoś jej odmawia. Lepiej od razu się zgódź dobrze co radzę.
-A może posłużysz mi za posłańca i przekażesz jej się się zgadzam?
-Rosalie będzie wniebowzięta, zobaczysz.
Właśnie siadaliśmy do ławki.
-Ach, jeszcze jedno, przepraszam Cię ale Bella się przenosi do naszej klasy...
-Dobrze nie ma problemu- przerwałam Mu- usiądę gdzieś indziej. Rozumiem. Muszę w końcu się od Was oderwać i poznać kogoś nowego.
Edward się tylko uśmiechnął

_____________________________________________

Rozdział dedykuje dziewczynie z nickiem ,,aneta3916'' która z niecierpliwieniem czekała na ten rozdział. Dziękuje Ci że jesteś :D
Tagi: Rozdział 2
02.03.2013 o godz. 20:36

Rozdział 1.

Oh, nie
Zacisnęłam budzik przecierając oczy.
DO SZKOŁY ! :(
Niby to pierwszy dzień jak dla innych, ale dla mnie jest całkiem nowy.
Od przeprowadzki minęły zaledwie dwa tygodnie. Przez ten czas nie wychodziłam do parku ani gdzieś indziej do miejsc publicznych. Siedziałam samotnie w pokoju lub na podwórku.
Noc cóż, trzeba wstawać, pomyślałam sprowadzając się z powrotem na ziemię. Wzięłam do rąk czarną, króciutką sukienkę i ruszyłam do łazienki.
Wzięłam szybki prysznic, ubrałam się i zbiegłam na dół po schodach do kuchni na śniadanie.
Na stole stała już miska z płatkami i mlekiem przygotowane specjalnie dla mnie.
-Tata Cię zawiezie do szkoły- powiedziała mama widząc mnie w progu.
Uśmiechnęłam się do niej.
Gdy zjadłam śniadanie jeszcze raz poszłam do mojej łazienki aby umyć zęby. Wzięłam jeszcze małą torebkę i wsadziłam do niej telefon.
Znów podbiegłam do mamy pocałowałam ją w policzek i uciekłam do korytarzyka ubrać moje szpilki po czym w paradowałam do auta gdzie czekał już zniecierpliwiony tata.
-Chciałem już jechać bez Ciebie- zażartował.
-Fajnie by było gdybyś dzisiaj poszedł tam za mnie- powiedziałam wymuszając uśmiech.
Resztę drogi przemilczaliśmy.
Tato stanął na parkingu przed szkołą żegnając mnie słowami:
-Zadzwoń po mnie jak będzie już po wszystkim.
I odjechał.
Wypuściłam powietrze z płuc, które miałam cały czas w sobie z tego całego stresu.
Wiedziałam gdzie muszę iść: na ogromy orlik szkolny gdzie odbywały się uroczystości takie jak teraz.
Szkoła była ogromna a uczniów było ponad trzy tysiące.
Bałam się że mogę się zgubić. Usiadłam w trzecim rzędzie. Było tam osiem miejsc wolnych koło siebie więc uznałam że będzie najlepiej jeżeli usiądę w środku wolnych miejsc, jak najdalej od pozostałych uczniów tej szkoły.
Zniecierpliwiona czekałam wyciągnęłam telefon i spożyłam na godzinę: za dziesięć dziesiąta.
-Przepraszam- zapytałam jakaś dziewczyna- możemy?- pokazała na krzesła.
Dziewczyna była bardzo ładna a jej długie blond włosy idealnie pasowały do uśmiechniętej buzi.
Była szczupła i wysoka.
Za nią stali jeszcze trzech chłopaków.
Przesunęłam się o jedno krzesło dalej. Blondynka mimo i tak usiadła koło mnie choć pustych miejsc było pięć a nie cztery.
-Nazywam się Rosalie Hale- przedstawiła mi się.
-Alice- podałam jej rękę- Alcie Brandon.
-Jesteś nowa, prawda? - zapytała nagle.
Taaa, skąd wiesz? W tej szkole jest 3.000 ludzi a ja jestem w pierwszej klasie więc dużo nowych twarzy dochodzi w tym roku- powiedziałam zdziwiona.
-Tak ale w wakacje dużo mówili o niejakiej Alice, niziutkiej, chudziutkiej i brązowo krótkowłosej dziewczynie- uśmiechnęła się.- A ty chodzisz do...?
-Pierwszej C
-Oh, to tak jak mój brat! A właśnie, pozwól ze ci ich przedstawię, no nie tylko braci- czule uśmiechnęła się do umięśnionego bruneta. Ostatnia część zdania była skierowana do niego- Emmett, Jasper i Edward- pokazała następujące osoby ręką- mamy jeszcze jedną siostrę ale teraz leży w domu z gorączką.
-Ach- do rozmowy przyłączył się blondyn(Japser)- na pewno jutro usłyszysz wszystkie plotki o nas więc nie zawracaj sobie głowy naszą historią.
-Nie mówią tylko kłamstw. Na pewno powiedzą ci dlaczego wszyscy jesteśmy praktycznie z tych samych roczników- Rose mówiąc to wstała gdyż uroczystość się zaczęła.
Poszłam w jej ślady.
Zaśpiewaliśmy hymny- narodu i szkoły- a ponieważ tego drugiego wcale nie znałam tylko ruszałam ustami.
Gdy uroczystość się skończyła wszyscy udali się do klas.
Poszłam z miedzianowłosym chłopakiem- Edwardem.
W głębi duszy żałowałam że Jasper jest rok starszy ode mnie!
Reszta jego rodziny opuściła nas gdyż udała się w przeciwnym kierunku.
Gdy weszliśmy do klas, wszyscy spojrzeli się na nas
Edward pociągnął mnie za nadgarstek abym poszła za nim i nie zwracała uwagi na wzrok innych.
Usiadaliśmy w przed ostatniej ławce.
Nic do siebie nie mówiliśmy.
Po chwili do klasy weszła nasza wychowawczyni.
-Okej- powiedziała- to przeczytam wasze imiona i nazwiska a wy macie się zgłosić.
Nauczycielka wymówiła dwa nazwiska po czym powiedziała:
-Alice Branadon.
-Tu- podniosłam rękę.
O nie! Jestem trzecia w dzienniku!
Po jakimś czasie powiedziała:
-Edward Masen.
Mój towarzysz podniósł rękę.
Coś mi nie pasowało. Rose powiedziała żę ma na nazwisko Hale a Edward ma na nazwisko Masen. Czyli któryś z nich musi być adoptowany.
Gdy nasza wychowawczyni przeczytała całą listę ( w klasie była nas równo 40.)
Pozwoliła nam już wyjść.
-Spotkamy się jutro?- zapytał Edward
-Oooookej...? - Nie miałam pojęcia co mu odpowiedzieć.
-Razem z moją rodziną będziemy siedzieć przy oknie na stołówce w czasie Lunchu. Jak będziesz się wstydziła podejść to naśle na Ciebie Rose- zażartował- a teraz muszę iść do innej nauczycielki powiedzieć dlaczego Bella nie mogła przyjść do szkoły. Więc do zobaczenia.
-Pa- pomachałam mu i poszłam w lewo.
Mogę się założyć że Bella znaczy dla niego tylko samo co Emmett dla Roslie.
Jej imię powiedział tak delikatnie, tak z uczuciem.
Ale to tylko moje ,,wizję''. Jeszcze nic mi o sobie nie powiedzieli.
Gdy wyszłam na parking zadzwoniłam po tatę a ten zjawił się bardzo szybko.
Opowiedziałam rodzicom ogólne wrażenia z nowej szkoły ale nie powiedziałam im nic o poznanej przeze mnie dziwnej rodzinie

---------------------------------------------
Więc TO NIE JEST ZMIERZCH
Są tam wszystkie postacie ze zmierzchu ale nie będzie tam o jakiś wampirach, wilkołakach itp.
Opowiadanie będzie o zwykłych ludziach chodzących do liceum.
Piszę to oczami Alice Brandon i będę opisywała miłość Jaspera względem jej.
Mam nadzieje że będzie wam się podobać :D

Tagi: Rozdział 1.
23.02.2013 o godz. 18:22

Siema, siema :*
Będę tu pisała pewne opowiadanie ale jeszcze nie dziś :*
Mam nadzieje że jak dodam to wam się spodoba :D

Jak coś chcecie wiedzieć to piszcie w komu :*:*
Tagi: 1 wpis
21.02.2013 o godz. 16:38
bananaLa
Inna historia Alice Brandon
O mnie: Pasanie jest dla mnie życiem. Uwielbiam ,,Zmierzch'' a szczególniej to Alice i Jaspera, dlatego postanowiłam troszeczkę zmienić ich historię :D
statystyki
  • Czas na Bloblo: 0 dni 18 godzin 30 minut
  • Napisanych notek: 7
  • Komentował: 9 razy
  • Zebranych komentarzy: 26
  • Ostatni wpis: 16.03.13, 16:50
  • Wpis średnio co:
  • Profil odwiedzono: 18357 razy
  • Ilość avatarów: 2
  • Ilość zdjęć: 0
  • Ilość filmów: 0
  • Ilość logowań: 19
  • Ostatnie logowanie: 30.04.13, 01:46
  • Ostatnio odwiedzili: JakieToByloSmieszne, aneta3916, Julia1987, Semi, yousta, JordanandJodie, little-thinks, Favila